Mama

Czy to konkurs na perfekcyjną mamę ?

Rady, wskazówki, dziesiątki poradników w księgarniach. Jest w czym wybierać, jest kogo zapytać. Czasami nawet nie trzeba pytać, same przyjdą ” ciocie dobre rady” i powiedzą Ci młoda mamusiu jak masz postępować ze swoi dzieckiem. Fora internetowe uginają się od „fachowych” informacji jak masz kobieto zajść w ciążę, ile masz w stanie błogosławionym przytyć i w jaki sposób masz urodzić. Jeśli chcesz szukać informacji czy szczepić swoje dziecko, będziesz musiała najpierw przebrnąć przez bagno wypełnione jadem rzucanym przez obie strony dyskusji. Liczę jednak na to, że masz świadomość poziomu wykwalifikowania osób biorących udział w takich debatach i zwyczajnie do takiego źródła po informacje nie sięgniesz. Są inne, wartościowsze.

Wiele można zobaczyć w TV, przeczytać w gazetach i w internecie. Co musisz, co powinnaś, a czego nie rób, bo wyrządzisz krzywdę swojemu dziecku. Wszystkie środki przekazu mają jedno na celu – dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Jeśli jesteś młodą kobietą, która spodziewa się narodzin swojego pierwszego dziecka chłoniesz informacje jak gąbka. I słusznie, musisz się przecież przygotować na zmiany, które niebawem nastąpią. Słuchasz opowieści koleżanek z pracy o wychowywaniu dzieci. Mama, doświadczona macierzyństwem siostra, sąsiadka również przedstawiają Ci wizję niedalekiej przyszłości. Korzystaj rozsądnie z tych rad, pamiętając, że każde dziecko jest inne i każda matka również.

Jeśli nie będziesz czuć euforii w momencie narodzin dziecka ? A jak nie będziesz mieć pokarmu ? A co, jeśli Twoje dziecko będzie zasypiało na Twoich rękach, a nie w łóżeczku ? A jeśli po porodzie nie uda Ci się wrócić do wagi sprzed ciąży ? Co będzie, kiedy nie będziesz potrafiła uspokoić płaczącego dziecka ? Czy będziesz dobrą matką, jeśli nie będzie tak jak mówili i jak było to przedstawione w jednym z programów telewizyjnych ? Będziesz najwspanialszą mamą ! Będziesz kochać całym sercem ! 

Pamiętam swoje pierwsze „zderzenia z rzeczywistością” . Było to jeszcze w szpitalu po porodzie. Jedno z trudniejszych doświadczeń opisałam już na blogu. O karmieniu piersią, a raczej problemach z karmieniem możecie przeczytać tutaj.

Mówili mi – lepiej, żeby dzieci były ciągle przy Tobie.

Wszystkie świeżo upieczone mamy z sali, w której przebywałam po porodzie miały przy sobie dzieci na noc. Ja chłopców odwoziłam na oddział noworodkowy. Nie zostawały ze mną. Położne przywoziły chłopców jedynie na karmienie. Nie robiłam tego, bo ich nie chciałam, lub  nie wiedziałam jak mam się nimi zajmować. Zdawałam sobie sprawę, że za kilka dni, po opuszczeniu szpitala nie będę mieć takiej możliwości. Chciałam skumulować w sobie jak najwięcej sił na czas, który był przede mną. Nie miałam wyrzutów sumienia, choć myślałam ciągle czy śpią, czy płaczą…

Czytałam, że stosowanie smoczka ma wiele wad.

Położne w szpitalu również mówiły: nie dawać dzieciom smoczków. Wyobraźcie sobie salę, w której przebywa sześć młodych mamusiek i ich dzieci ( sztuk 7 ). Dodatkowo odwiedzający swoje pociechy szczęśliwi tatusiowie. Każda próbuje karmić piersią, nie każdej to na początku wychodzi. Dzieci płaczą, w tym oczywiście moje małe głodomorki. Mleka w cycach brak. Zaczyna się robić nerwowo. Trzeba przygotowywać butelkę. Poruszanie się sprawia spore problemy, a dzieci nadal płaczą. I co zrobiłam ? Od razu wyciągnęłam z torby smoczki. Chłopcy zassali i w jednej chwili nastał spokój. Był czas na przygotowanie mleka, bądź na ponowne przystawienie jednego z synów do piersi. Nie miało dla mnie już znaczenia jakie to wady ma podawanie dzieciom smoczka.

Piszą, musisz pamiętać również o sobie.

Hmmm. Nie jestem Księżną Kate, która opuszczając szpital po urodzeniu dziecka wygląda tak, jakby wyszła ze spa. Nie mam przy sobie sztabu ludzi, którzy zaopiekują się dziećmi, a mnie w tym momencie wypicuje makijażystka, zakrywając sińce pod oczami. Przez pierwsze miesiące od urodzenia bliźniaków zapomniałam o takich rzeczach jak podkład, tusz do rzęs, czy prostownica. Nie było mi to do niczego potrzebne. Tłuste włosy były standardem, a leginsy z gumką pod cyckami były najwygodniejszym wdziankiem. Na początku myślałam jedynie o dzieciach. Potrzebowałam chwili odpoczynku, snu dłuższego niż 2 godziny, a nie brania udziału w konkursie na perfekcyjną mamę i  panią domu.

To tylko kilka ważnych, lub mniej istotnych przykładów na to, że to Ty sama będziesz tworzyć Waszą wspólną codzienność. Sama będziesz wiedziała co jest dobre dla dziecka. Intuicja mamy dobrze podpowiada i to jej zaufaj. Rad, wskazówek, podpowiedzi wysłuchać zawsze warto. Bierz jednak na to wszystko co usłyszysz zdrową przymiarkę. Nie porównuj siebie i Twojego dziecka do innych. Jeśli nie będziesz po pół roku od porodu sexi, flexi mamą, a Twoje dziecko nie będzie kołysało się w najnowszej generacji leżaczku, to też będzie dobrze. Nie daj sobie wmówić, że to wszystko jest potrzebne, aby być dobrą i kochającą mamą. Rozgrywki mające na celu wskazanie cech, które musi posiadać przykładna i idealna mama to fikcja.

Ja nie biorę w nich udziału.

JM

?   ?   ?

Jeśli podobał Ci się wpis, zapraszam do komentowania. Za każdy pozostawiony znak będę wdzięczna. Będzie mi również bardzo miło, jeśli odwiedzicie i polubicie profil JantkowejMamy na Facebooku. Zapraszam i pozdrawiam !

 

 

 

5 thoughts on “Czy to konkurs na perfekcyjną mamę ?

  1. Osobiście bardzi się cieszę,że w czasie ciąży nie dołączyłam na facbooku do różnych grupa a dopiero jak ogarnęłam się „po swojemu” taki pomysł przyszedł mi do głowy. Byłam aktywna w ciąży , jak i po urodzeniu chłopczyków – wyjazdy, pływanie, spacery i nie ma czasu na gdybanie „a co by było gdyby”.
    Najważniejsze to słuchać swojej mamowej intuicji i nie dać się ponosić emocjom innych.

    1. Dokładnie też tak myślę. Ja osobiście lubię również obserwować co się na takich grupach dzieje, jakie tematy są poruszane. Z takiej obserwacji wielu rzeczy można się dowiedzieć. A jak czuję potrzebę skomentowania, doradzenia, pocieszenia to też to robię. Jednak po pewnym czasie, jak chłopcy już nie są maluszkami człowiek nabiera dystansu do pewnych tematów.

  2. Brawo! Właśnie takie jesteśmy – zwyczajne kobiety i prawdziwie kochające mamy! A nie wypicowane landryny z najcudowniejszymy bo najmodniejszymi wózkami, które wychodzą na spacery na miasto a nie do parku, bo przecież na mieście więcej osób je zobaczy… Miłość to tulenie dziecka w ramionach i wpatrywanie się w jego każdy jakże cudowny ruch… Oczywiście, że każda z nas potrzebuje czasem chwili dla siebie i nawet tego by spojrzeć w lustro na nadal atrakcyjną kobietę – i pamiętajmy, że mamy do tego prawo! Ale nie to jest dla nas najważniesze 🙂
    JM- brawo! Tak trzymaj! Czekam z niecierpliwością na kolejny wpis. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *