Mama

Mam dość swoich dzieci.

Mam dość swoich dzieci.

Wiele tych szczególnie ważnych momentów zapamiętam na długie lata, a jeśli będzie mi dane to na całe życie. Chwil, na które czekałam. Pierwszy krzyk dzieci, pierwsze uśmiechy, pierwsza łyżeczka marchewki, która wylądowała od razu jak bumerang na mojej twarzy, pierwsze samodzielne kroczki, pierwsze “kocham Cię mamusiu”. Tych wyjątkowych chwil jest cała masa. Każda mama, gdyby dostała kartkę, długopis i miała za zadanie wypisać szczególnie istotne wydarzenia z jej dotychczasowego macierzyństwa zaczęłaby notowanie właśnie od tych pozytywnych, radosnych, pełnych miłości. Tych wyczekiwanych.

Wielkie Buuuuum.

Wejście w rolę mamy bliźniaków było dla mnie takim Wielkim Wybuchem. Kojarzycie z pewnością to ogromne buuuuum przy Narodzinach Wszechświata. Cisza, oczekiwanie, planowanie, rozmyślanie jak to będzie. W jeden chwili Świat staje się zupełnie inny. Lepszy, bo jesteśmy już razem.  Rodzą się dzieci, i przy tej okazji najwspanialszej ze wspaniałych również troszeczkę nowa ja. Wiedziałam, że łatwo z bliźniakami nie będzie. Spodziewałam się, że macierzyństwo to nie tylko pasmo szczęścia, cukierkowych uśmiechów i satysfakcji z dobrze spełnianych obowiązków.

Poprzeczkę zawiesiłam sobie wysoko. No bo jak. Przecież zostałam mamą bliźniąt. Skoro jestem taką szczęściarą, to z pewnością ze wszystkim sobie poradzę. Mój syndrom Zosi Samosi podpowiadał mi, że dam radę. Ogarnę to. I tak było. Pomimo koszmarnych nocy, zmęczenia, dni na pełnych obrotach  wiedziałam, że jest dobrze. Mąż, kiedy mógł to pomagał, również wstawał w nocy do dzieci. Doceniał to co robię, widział, że daję z siebie wszystko. Był wtedy i jest nadal moim największym wsparciem.

Mam dość – po raz pierwszy !

Z naszych wspólnych początków nigdy nie zapomnę pewnej sytuacji. Zaledwie po kilku tygodniach od porodu nadszedł dzień, a w zasadzie moment, w którym poczułam i powiedziałam głośno Mężowi, że MAM DOŚĆ SWOICH DZIECI. To było straszne. Ciężkie noce, problemy z karmieniem, kolki u Antka, kilkunastominutowe drzemki chłopców w ciągu dnia i ja, starająca się uspokoić, załagodzić ból, okiełzać to wszystko. Stojąc nad łóżeczkami płakałam razem z nimi. Z bezsilności. W chwili, gdy usłyszałam, że Paweł wrócił z pracy wyszłam z domu. Stałam na mrozie, patrzyłam w niebo. Serce mi pękało. Dopiero co płakałam z radości, że mogę wreszcie trzymać w ramionach swoich chłopców, a teraz płaczę bo mam ich dość ?!  Jaka ze mnie matka, jeśli myślę tak o swoich maleńkich, bezbronnych dzieciach ? Przecież nie robią mi na złość. Kilka minut w ciszy i samotności przyniosło ulgę. Pozbierałam myśli do kupy i wróciłam, by przytulić ich jak najszybciej.

Właśnie to wydarzenie byłoby jednym z pierwszych, które zapisałabym na kartce z ważnymi chwilami mojego dotychczasowego podwójnego macierzyństwa. Tuż obok tych szczęśliwych.

Sinusoida.

To był moment. Kumulacja wszystkiego spowodowała, że wybuchłam. Nie chciałam trzymać tego w sobie, bo bym się udusiła własnymi uczuciami. Szybko przekonałam się na własnej skórze, że macierzyństwo to skrajne emocje. Kochając dzieci bezwarunkowo, kochając całą sobą, można mieć dość, czuć frustrację i bezradność. Wracam myślami do tego ważnego dla mnie momentu. To był mój pierwszy raz. A przecież wszystkie nasze pierwsze razy pamiętamy doskonale, prawda ? Uznałam to wtedy za moją porażkę. Miałam wyrzuty sumienia. Ogarnięcie się zabrało mi trochę czasu. Przeżywałam to w sobie bardzo mocno. Najważniejsze, że znalazłam zrozumienie w mojej Drugiej Połówce, która nie oceniła, nie skrytykowała, ale wysłuchała.

Chłopcy za kilkanaście dni skończą trzy latka. Masakra, jakie numery potrafią odwalić. Ile już razy dali mi do wiwatu. Ile to już razy zamykałam się w łazience, w mojej twierdzy i miejscu wyciszenia. Nie jestem w stanie zliczyć. Ile razy miałam poczucie, że wymiękam… No właśnie miałam i będę mieć. Po tym czasie przynajmniej wiem, że to normalna kolej rzeczy i nie oznacza to, że mniej kocham swoje dzieci.

Mam dość swoich dzieci. Tak po prostu.

W internecie sporo znajdziecie historii młodych mam, które opisują swoje przeżycia, radzą co zrobić, żeby było lepiej. Piszą o tym, aby pamiętać o swoich potrzebach, o czasie wyłącznie dla siebie, o dzieleniu się obowiązkami itd. To wszystko jest istotne, ale ja dzisiaj nie o tym. Zależy mi na podkreśleniu faktu, że te wszystkie negatywne uczucia związane z macierzyństwem mogą dopaść każdą z nas. Każdą młodą mamę, bez względu na ilość dzieci jaka nam się narodzi. Bez względu na to, czy mamy przy sobie kogoś do pomocy, czy nie. Wszystkiego po dziurki w nosie ma prawdopodobnie każda z nas, ale czy każda potrafi się do tego przyznać ? A czy nie jest tak, że to nasze najbliższe otoczenie wywiera na nas pewną presję i być może nie wypada pokazywać swoich słabości ? Bo młodej mamusi nie przystoi ? 

Często okazuje się, że nowa rola – rola mamy – nie przynosi na początku oczekiwanej satysfakcji. A przecież trąbi się o cudownościach, słodkościach i samych radościach. Zwykłe przemęczenie, rozgoryczenie, poczucie rozczarowania wpisane jest na dobre w poporodową rzeczywistość. Codzienne życie nie przypomina kadru z familijnego, niedzielnego filmu, prawda mamusie ?

 

JM

9 thoughts on “Mam dość swoich dzieci.

  1. Oj tak, ileż razy mam ich dość. Co prawda nie bliźniaki ale tez potrafią dać w kość. Kocham moje dzieci nad życie, ale czasem mam ochotę zamknąć je w lodówce, albo uciec gdzieś daleko stąd. Późno zdecydowałam się na macierzyństwo więc doskonale pamiętam jak to jest mieć “swoje życie”. Teraz skupiam się na dzieciach, czasem mam wrażenie, że za chwilę oszalęję, ale kiedy taka mała łapka głaszcze po policzku i mówi “nie smuć się, mam dla ciebie obrazek” wszystkie złości mijają. Takie chwile są bezcenne.

    1. Tak właśnie jest. Dlatego uważam, że gdy dzieci są maleńkie i nie potrafią jeszcze przyjść i powiedzieć czegoś na poprawienie humoru, nie potrafią przytulić, a nawet się do mamy uśmiechnąć to jest ciężej przechodzić takie ciężkie momenty. Sama wiem po sobie, że zrobiło mi się lżej, gdy potrafiłam się już z dziećmi bez problemów porozumieć.

  2. To właśnie w byciu rodzicem jest najbardziej pocieszająe i trzyma mnie przy nadziei – że jak jest źle to minie i nawet nie będę wiedziala kiedy. Że bycie mamą i opieka nad dzieckiem tak bardzo jest zmienna, że za chwilę będzie inaczej. Zakładam, że lepiej 🙂

  3. Cały zeszły miesiąc siedziałam z dzieciakami w domu – z czego tydzień z mniejszym w szpitalu – właśnie z powodu nawracających infekcji. Byłam szczęśliwa, gdy córka poszła wreszcie do przedszkola, bo przy młodszym łatwiej mi coś zrobić, czy odetchnąć po prostu.. Pochodziła tydzień, właśnie znów jest chora. Wściekam się, mam dość, a podawanie jej leków (przy którym histeryzuje tak, że dwie osoby powinny ją trzymać, a w ciągu dnia jestem sama) doprowadzają mnie do takiego szału, że jak mąż wraca to ja wychodzę, choćby do sklepu po mleko, po cokolwiek.. I też przy tym płacze, bo przecież kocham, a mam ich oboje dość, ich wrzasków, moich wrzasków… Ale tak jak piszesz, macierzyństwo to sinusoida – lepsze i gorsze momenty pojawiają się w zależności od tego, w którym momencie akurat się znajdujemy. Pozdrawiam

    1. Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz, za Twój urywek codzienności z dziećmi, za opisanie prawdziwych emocji. Pozdrawiam i życzę Wam zdrówka !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *