Bliźnięta · Mama

O co chodzi z tym poniedziałkiem ?!

Chłopcy śpią. Cisza od czasu do czasu przerywana atakiem kaszlu jednego lub drugiego Synka. Mama czuwa za ścianą z kompem na kolanach. Niestety wiosenne choróbsko zapukało do naszych drzwi. Dopadło nie tylko dzieci, ale i Tatę. A jak Tata podupada na zdrowiu, to tak jakby było troje dzieci w domu chorych. Jedna z reklam pokazująca chorego, marudzącego mężczyznę siedzącego przy stole i machającego nogami jak rozkapryszone dziecko rozbawia mnie do łez. A gdy już mam do czynienia z takim chorobowym przypadkiem jest mi wtedy ciut mniej radośnie. Jestem ciekawa czy macie podobne doświadczenia ? 🙂

Zarazków w domu co nie miara, dlatego zaczynam obawiać się również o swoją kondycję. Wiedząc, że mamy nie biorą zwolnienia zaczynam kurację miodowo-cytrynowo-czosnkową. Mam nadzieję, że mnie nie rozłoży. Nie ma jak zaplanować sobie dzień, i z tego planu nic nie wykonać. Tak się zdarza. Nauczyłam się takimi sytuacjami nie przejmować, nie przeżywać, że tego czy tamtego nie zrobiłam. Najważniejsze są dzieci, które bardziej niż zwykle potrzebują mamy. A mama chce dać jak najwięcej od siebie. Nie liczy się wtedy prasowanie, układanie, odkurzanie, pranie, gotowanie. Pierwszoplanowe jest wtedy przytulanie, zabawianie, po prostu bycie blisko przy dzieciach. Poniedziałek już za nami, jutro będzie z pewnością lepiej.

W ogóle mam wrażenie, że w poniedziałki zawsze sporo się działo. Niby dzień, jak co dzień, a jednak specyficzny w odbiorze. Nigdy za poniedziałkiem nie przepadałam. Odkąd pamiętam ciężko wkraczało mi się w nowy tydzień. Zebranie się do kupy po krótkiej przerwie od szkoły lub pracy nie przychodziło mi z łatwością. Znacie to uczucie, gdy w niedzielne popołudnie zaczyna Was przytłaczać ciężar myśli, że jutro poniedziałek ? Mój plan lekcyjny z czasów pierwszej klasy liceum będę pamiętać chyba do końca życia. To był dla mnie black monday. Serio. Niedzielna niestrawność żołądka, bóle głowy były dla mnie standardem. Upływające godziny, zbliżające mnie coraz bardziej do tego “fascynującego” dnia potęgowały wewnętrzny niepokój.

Kolejny etap po zakończonej szkole to praca. Bez względu, które moje zajęcia wspominam, czy pracę w fabryce samochodowej, piekarni, czy za biurkiem poniedziałek nie nastrajał mnie pozytywnie. Niepewność w związku z tym co się wydarzy, ile wpadnie po weekendowych reklamacji, z jakimi problemami przyjdzie się zmierzyć spowodował, że bardzo polubiłam się z melisą o smaku gruszkowym. Wmów sobie, że coś ci pomoże, a tak się stanie. Melisa była dobra w smaku i działaniu.

Pamiętam z każdym detalem dzień, w którym zostałam sama w domu z bliźniakami. Pierwszy poniedziałek 2015 roku był moim debiutem w pełni samodzielnej opiece nad naszym podwójnym szczęściem. Bardzo się bałam, że nie zapanuję nad wszystkim. Wiedziałam co i jak, ale jednak mieć przy sobie najbliższą osobę, a potem jej nie mieć to duża różnica. Tak już mam, że przed jakąkolwiek nadchodzącą zmianą muszę się pozamartwiać, naprzeżywać, a suma summarum okazuje się, że nie taki diabeł straszny.

Ten pierwszy poniedziałek 2015 roku uświadomił mi, że wszystko da się ogarnąć. Nie obeszło się rzecz jasna, bez problemów mniejszych, jak i większego kalibru, ale daliśmy sobie radę.  Kolejne dni były wypracowywaniem naszego stałego planu dnia. Jak człowiek zostaje sam, to zwyczajnie musi sobie poradzić. Nie ma czasu na biadolenie. Liczne obowiązki sprawiają, że układamy sobie wszystko według swojego “rozkładu jazdy”. Trzymanie się go daje poczucie panowania nad sytuacją. Tak właśnie u mnie było. Zresztą, wydaje mi się, że większość z Was może potwierdzić z własnego doświadczenia, że im więcej macie obowiązków, tym lepiej dysponujecie swoim czasem i Wasza efektywność też jest lepsza.

Wracając do sedna wpisu. Chciałam się z Wami podzielić moimi matczynymi wnioskami odnośnie poniedziałkowej chandry chłopców. Tak chłopców, a nie mamy ! Od mniej więcej chwili, gdy chłopcy skończyli 1,5 roku po-weekendowa, powakacyjna tęsknota za tatą jest bardzo mocno zauważalna. Tata był, oglądał z nami bajki, układał klocki, zabrał do garażu, a teraz go nie ma. Nie chodzi o wyjazd długoterminowy, lecz o nieobecność bliskiej osoby przez kilkanaście godzin. Niesamowite jest to, jak mocno dwuletnie dziecko jest świadome zmian, które wokół niego następują. Jak mocno odczuwa, przeżywa, pokazuje swoje emocje. Jak każda matka znam bardzo dobrze swoje dzieci. Wiem w jaki sposób będą reagować. Teraz wiem i mam świadomość na co mogę się przygotować. Wcześniej, gdy takie poniedziałki zaczęły się pojawiać pewne sytuacje były dla mnie zbyt dużym zaskoczeniem.

Poniedziałkowy syndrom rozstania z tatą charakteryzuje się totalnym fochem. Z rana, gdy taty nie odnajdzie się w żadnym pomieszczeniu, ani pod łóżkiem, ani w spiżarce mama staje się obiektem niekoniecznie pożądanym. W taki dzień wszystko jest na NIE. O wspólnej, zgodnej zabawie nie ma co marzyć. Zwrócenie uwagi chłopcom na cokolwiek, kończy się płaczem i wołaniem TATA, TATUŚ. Snucie się z kąt w kąt, pilnowanie ubrań pozostawionych na łóżku przez tatę, wyglądanie przez okno i zadawanie pytania: tata pracy ? to ewidentnie oznaka tęsknoty dziecka za kochaną osobą.

Takie zachowania chłopców już rozumiem. Przyznaję jednak, że nie jest łatwo nad pewnymi sytuacjami, które są bliskie histerii zapanować. Świadomość dwulatka jest bardzo duża. Rozumie więcej niż nam się wydaje. Chłopcy świetnie zdają sobie sprawę, że taty nie ma, ponieważ jest w pracy, zarabia pieniążki na chleb i mleko. Wiedzą i tęsknią. Moje serce rośnie, ponieważ ich więź jest bardzo mocna, a miłość ogromna. Poniedziałkowe tęsknoty świadczą o rozwoju emocjonalnym naszych chłopaków, którzy stawiają coraz wyższe wymagania wobec nas rodziców. Kluczem do osiągnięcia sukcesu, opanowania wielu nerwowych sytuacji jest rozmowa. TAK, TAK.  Z dwulatkiem TRZEBA rozmawiać, tłumaczyć sytuacje, opowiadać co się dzieje i dlaczego.  Nie zbywać byle jakim tekstem, burknięciem pod nosem.

Rozumiejąc źródło specyficznego, poniedziałkowego zachowania chłopców próbuję zawsze przygotować się na ten dzień. Jeśli jest taka konieczność, odpuszczam sprawy związane ze sprzątaniem, gotowaniem, ogarnianiem wszystkiego co należałoby zrobić. Nastawiam się, że będę im bardziej potrzebna, niż w inny dzień. Nic nie pomaga bardziej w kryzysowych sytuacjach jak przytulanie, buziaki, wspólna drzemka. Tak po prostu – spędzanie wspólnie czasu. W kolejnych dniach od domowego sajgonu jest zdecydowanie lepiej, spokojniej, mniej nerwowo. Tak to już jest z tymi poniedziałkami…..

Jestem ciekawa jak to jest u Was ? Lubicie poniedziałki, czy zaczynacie nowy tydzień z myślą: oby tylko minął jakoś ten dzień ? Jak to jest u Was drogie Mamy ?

JM

8 thoughts on “O co chodzi z tym poniedziałkiem ?!

    1. Dziecko wyśmienicie zdaje sobie sprawę z tego, że coś się zmieniło… Najlepiej jest przy mamie i tacie. Normalne. Prawdziwe. Piękne. Pozdrawiam Cię gorąco.

  1. Jakbym czytała o sobie, choć ja mam tylko pojedyncze szczęście. Też zanim przyjdzie mi się z czymś zmierzyć, najpierw naprzeżywam, nazłoszczę, namartwię. Mój dwulatek ( jutro) też często podchodzi do okna z pytaniem tata pracy?? Również u nas poniedziałek jest dniem chandry i dniem na “NIE”. Najgorsze jednak w naszym przypadku są wyjazdy na dłuższe delegacje. Wtedy to jest najczęściej tydzień chandry zanim się przyzwyczai, że tata wróci, ale jeszcze musi poczekać. Zawsze to tata kładł go spać, a teraz już go nie ma. Powodzenia z poniedziałkową chandrą 🙂

  2. Może puść im jakiś filmik z tatusiem w roli głównej? Może to złagodzi trochę sytuację? Osobiście uwielbiam poniedziałki, chociaż mam wtedy w pracy młyn

  3. Zaczynając czytać myślałam ze wpis będzie o męskiej chorobie-o zgrozo-przypominam tez mam trzech facetów w domu +pies…..ale fascynującego wpisy o miłości dzieci nie podejrzewałam…poniedziałkowy stres najwiekszy byl w podstawówce szczegolnie po niedzielnych gumisiach teraz to juz norma ….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *